W połowie lat siedemdziesiątych częstotliwość
noclegi w białce tatrzańskiej |Wycieczki Szkolne |Zwrot podatku z Zagranicy„W połowie lat siedemdziesiątych częstotliwość i siła wstrząsów wzrosła. Już nie raz, ale 34 razy na dobę zdarzały się wstrząsy, które nawet u przyzwyczajonych do tego bytomi an wzbudzały niepokój. Szklanki na kredensach przestały drżeć a zaczęły z nich spadać, wazony zsuwały się z półek, lampy kołysały się niepokojąco i czasem zlatywały z nich klosze. Pękały mury domów. W ścianach powstawały kilkucentymetrowe szpary. Opadał tynk ze starych kamienic. Z dachów, od czasu do czasu, zsuwały się pojedyncze dachówki. Coraz więcej domów wymagało remontów; co gorsza wkrótce po generalnych remontach stan mieszkań znów kwalifikował je do „kapitalki".
Ludzie zaczęli się niepokoić. Niektórzy pisali listy do redakcji śląskich gazet żądając wyjaśnienia przyczyn zwiększającej się częstotliwości i siły wstrząsów. Niektórzy zaczęli powątpiewać w skuteczność metody Budryka. Listy jednych i drugich nie przedostały się na łamy gazet. Nie pasowały do klimatu propagandy sukcesu. W czasie, gdy budowaliśmy drugą Polskę, fakt, że ta pierwsza się wali pomijano milczeniem.
Liczyło się wyłącznie rosnące wydobycie. Kopalnie Bytomia nie oddawały palmy pierwszeństwa, wciąż dostarczały około 10 proc. wydobycia kraju w 1975 roku — ponad 17 min ton, w 1977 — prawie 19 min, w 1978 — już blisko 20 min (w tymże roku uroczyście świętowano wydobycie 50milionowej tony z filara ochronnego); na rok 1980 planowano przekroczenie 20 min ton. Nie było drugiego miasta na świecie, spod którego wyrywano by takie masy skał. Liczył się tylko węgiel. Nie miały znaczenia koszty, skutki, nie liczylisię ludzie, ich zmęczenie, grożące mebezpieczcr“(3)
<<<< Organa OC podejmują szereg
| Nazwa statku wszędzie >>>>
promocja sklepu |filtr powietrza do wentylacji |agd media markt